Rozkręciłem, wymieniłem i zwyciężyłem!
Tagi: informatycy, monitor, naprawa, nerd, odchyły 4 komentarzy »Od kilku tygodni włączanie monitora to była ruletka. To dlatego, że mój monitor poczuł, że może wszystko a proste wyświetlanie tego co dostaje od karty graficznej to prymitywne zajęcie i nie realizuje się w tym w pełni. Toteż zaczął próbować nowych rzeczy.
Zaczął od sztuki minimalizmu – czarny ekran, chociaż zważywszy na otoczenie mógł być to znany obraz, czyli Czarny kwadrat na białym tle. Potem zaczął odkrywać nowe style, zwłaszcza spodobał mu się impresjonizm, sznury kolorowych kropek zdawał się tworzyć w mgnieniu oka. Czasem widocznie miał depresję, bo rysował tylko szare linie wzdłuż ekranu. Czasem pole ciemnych kropek które rozjaśniały się coraz bardziej, wręcz zdawały się krzyczeć w końcu.
A propos – po pewnym czasie fascynacja malarstwem ustąpiła miejsca muzyce. Co prawda tu szło mu gorzej, bo jedyne co udało mu się osiągnąć to narastający pisk, aż czasem zastanawiałem się, czy nie ma zamiaru wybuchnąć. Cóż, pirotechniki nie uświadczyłem, po ostatniej fazie krzyku migał tylko z głupia diodą.
Artystyczne pomysły zajmowały go tak bardzo, że wyświetlaniem tego co powinien zajmował się raz na ze sto prób. Nie żebym miał coś do nawiedzonych artystów, ale internet sam się nie przejrzy, więc postanowiłem coś zrobić. Jako że mniej lub bardziej dotkliwe poklepywania po obudowie ani groźby nie dawały efektu, postanowiłem dobrać mu się do bebechów. Obudowa dzielnie stawiała opór, ale nie ma mocnego na dwa śrubokręty. Gdy już tak leżał w stanie rozkładu zacząłem dumać co tam u niego ciekawego. Oprócz kurzu nie było tam nic ciekawego, ale dojrzałem jeden kondensator, który wydawał się jakiś nie teges, był „napuchnięty”. Przyjrzałem się jakie tam miał wartości, poszukałem i znalazłem taki sam w starym zasilaczu.
Chwilę się wahałem, czy wymiana tego nie uwali monitora totalnie, ale w sumie i tak był już pożal się boże, więc złapałem lutownicę i wylutowałem starocia i przylutowałem nowy. Pełen obaw skręciłem, odpaliłem i… poszło!
Nie powiem żebym był pewien co robiłem, ale 60% pewności miałem, za to satysfakcja, że podziałało pełna.
Mam tylko nadzieję, że to nie blef, a jutro znowu przywita mnie impresjonizm.




„Przyjrzałem się jakie tam miał wartości, poszukałem i znalazłem taki sam w starym zasilaczu.”
Taaaa, bo sklepy z elektroniką są dla lamerów, tak?
Oczywiście :D
Recycling, w końcu po to trzymam ten cały komputerowy złom w pokoju :]
To tak jak ja części karabinów, zabić się o to można… :/ A i tak 95% się nie przyda tego. Ale nigdy nie wiadomo które 5% się przyda więc trzeba trzymać całe to g***o :P
poza tym, cena biletu na dojazd do najblizszego elektronicznego sklepu znacznie przewyzsza cene takiego kondensatorka. no i jeszcze trzeba brac pod uwage, ze nie zawsze o 21-22 sa jeszcze otwarte sklepy :D ja tez mam u siebie sporo elektronicznego badziewia przygotowanego wlasnie na takie przypadki